Etap letni 2025 – Kilka zdań o etapie letnim kursu taternictwa jaskiniowego

Autorka: Beata „Buka” Zabrzyjewska

Termin: 06.09-14.09.2025r.

Grupa: Janek, Sławek, Andrzej, Major, Buka.
Instruktor: Sławomir H.
Baza: Kiry

Tylko cytując klasyka: „Jak do tego doszło, nie wiem” mogę opisać swoją drogę do zamknięcia ostatniego z czterech etapów – w tym przypadku zwieńczającym całość kursu był etap letni. Kiedy to się stało? Już minął rok? Serio?

Wspomnienie lata

Dzień 1. Niedziela. Jaskinia pod Wantą.
Cała grupa do dna.

Dzień 2. Poniedziałek. Jaskinia Marmurowa.
Cała grupa do Czarnej Baszty.

Dzień 3. Wtorek. Jaskinia Wielka Litworowa.
Sławek i ja zjechaliśmy II Pięćdziesiątką, Janek, Major, Andrzej do Sali pod Płytowcem.

Dzień 4. Środa. Szkolenie przyrodnicze TPN.
Obie grupy. Prowadzący: Tomek Z.

Dzień 5. Czwartek. Jaskinia Ptasia Studnia.
Janek i Major do Sali Dantego, Sławek i Andrzej nad Salą Dantego.
A ja… a ja na bazie gotowałam obiad 🙂

Dzień 6. Piątek. Jaskinia Czarna.
Obie grupy.
Moja grupa trawers przez Partie Techuby do II Otworu, tam spotkaliśmy się z drugą grupą i wspólnie zjechaliśmy do przebieralni.

Dzień 7. Sobota. Jaskinia Wielka Śnieżna, instruktorzy: Agnieszka G., Krzysztof R.
Miks obu grup. Ula i ja zjechałyśmy do Sali Trójkątnej, Artur, Major, Janek do Wodociągu.

Dzień 8. Niedziela. Jaskinia Wodna pod Pisaną (dla chętnych)
Ja byłam chętna jeszcze w sobotę wieczorem, ale rano w niedzielę już nie 🙂

Faworyt

Po 5 akcjach, wyłonił się mój jaskiniowy faworyt.

Największe wrażenie wywarła na mnie Jaskinia Wielka Śnieżna. Bądź co bądź, przy odbiciu ze szlaku, od słów „to już blisko, widzisz ten punkt? To tam!„, minęła wieczność, a zmęczenie kursowe dało znać. Wydawało się, że to podejście nie ma końca, za rogiem kolejny róg, a za nim kolejna długa do góry. I tak mój mózg odczytał to ze sto razy – chociaż to wcale nie jest prawdą.

Wyziew z otworu, jak porządna klimatyzacja, po 5 sekundach zaczyna już telepać z zimna. A to dopiero początek. Wejście, Rura, Lodospad, Wielka Studnia – mijanka z grupą Słowaków, patrząc z dna studni w górę, widać tylko małe punkciki, trudno uwierzyć, że to ludzie. Idziemy dalej do Sali Trójkątnej. Jaskinia imponujących rozmiarów, wydaje się dużym placem zabaw, dla mnie ruch był spory, okazało się, że potrafi być większy.
Po akcji czuję niedosyt. Wiem, że jeszcze tam wrócę.

Pogoda

Pogoda nam sprzyjała – ani gorąco, ani zimno. Za to odczuwałam ogromną wdzięczność na szlakach niosąc na plecach ogrom tych wszystkich, oczywiście tylko potrzebnych, rzeczy w plecaku. Coś tam siąpiło, przechodziło bokiem. Zdarzało się też uciec przed deszczem, a jak już tak mocno lało to ja akurat miałam wolne. Panowie z mojej grupy w dzień po ogromnej nocnej ulewie i deszczowym poranku poszli do Ptasiej Studni, gdzie zlało ich jeszcze bardziej. Taplali się tam radośnie w wodospadzie, a w Studni Palidera to jeszcze radośniej, bo nawet we dwóch. Wrócili przemoczeni tak, że nawet na bazie przy mocno rozgrzanym piecu nie udało się wysuszyć kompletu odzieży na tyle, aby na kolejną akcję było sucho i komfortowo.

Podejścia to piekło x3

Na piekło podejściowe składają się:
– piekło mentalne: „daleko jeszcze?„, „O rany, dopiero jestem tu„, „ja tam nie dojdę, nie ma bata„, „za ciężko„, „za gorąco„, „za zimno„, „dopiero minęła godzina„, „ile tych dni jeszcze zostało?” i takie tam…
– piekło odciskowe,
– i piekło mięśniowe. Zakwasy jakieś czy coś od ciężkiego plecaka.
Co daje wystarczająco dużą ilość piekła na jeden dzień kursowy.

Tak to widziałam w tamtym czasie, a teraz to już bym tak nie przesadzała – jaskinie i widoki na szlakach rekompensowały trudy. Były oszałamiające. Poranne i wieczorne refleksyjne zjawiska, spektakle pogodowe, teatr chmur. Zachody słońca, półmrok i mrok. Cały wachlarz tatrzańskich późnoletnich i wczesnojesiennych zjawisk pogodowych.

No i oczywiście wieczorne spotkania, radość z udanych akcji, pogawędki przy talerzu gorącej zupy z kabanosami – to wszystko składało się w całość.
Całość przeżyć kursowych. Niezapomnianych.

Dodaj komentarz